V OPP "Przestrzeń Przyrody-Skłudzewo 2007"

00

          To już V Ogólnopolski Plener Profesjonalistów – Przestrzeń Przyrody – Skłudzewo 2007. Plener imponujący i obfity w dzieła malarskie, graficzne, rzeźby i instalacje. Plener inny niż poprzednie bo trwający przez cały lipiec i sierpień. Te stworzone dzieła wpisują się doskonale w ową przestrzeń przyrody, w otoczenie i we wnętrza pałacu, w naturę i kulturę , w sens i istotę Fundacji Piękniejszego Świata. Te wszystkie prace są wtopione i zanurzone w atmosferę Skłudzewa, w klimat tego miejsca, miejsca szczególnego i niepowtarzalnego.

I oto mamy realizacje szczególną i wyjątkową – czternaście stacji, czternaście obrazów Męki Pańskiej, w stylu ikon, namalowanych ( napisanych) na tym plenerze przez Irinę Bołdinę – Styczeń z jej siedmioma studentkami. Cały wystrój kaplicy pałacowej – dzięki temu – jest jednolity i konsekwentny, bo pasuje do obrazów w ołtarzu, gdzie z lewej strony jest powieszony sporych rozmiarów –  “Chrystus Pantokrator” (ikona) – namalowana (napisana) przez Irinę na zeszłym plenerze. A w środku ołtarza umieszczono kopię Matki Boskiej Częstochowskiej – Czarnej Madonny, też przecież ikony. A wszystko to nasycone i w atmosferze mistycznej i metafizycznej zanurzone. I oto Irina dokonuje swoistego ekumenizmu, łączy i integruje porządek łaciński z prawosławiem. Oczywiście w cerkwi prawosławnej nie występują stacje Męki Pańskiej, nie ma takich obrazów, ale jest w ołtarzu ikonostas. Za którym nie mogą się pojawić kobiety. Taka swoista dominacja mężczyzn jak prawie we wszystkich religiach świata.

Inny cykl obrazów, a jest ich sporo, zaprezentowała Jolanta Tacakiewicz – Lipińska. Wszystkie obrazy zatytułowała: „Imaginacje” z różnymi numerami. A są to ptaki i ptaki w odmiennych konfiguracjach i kreatywnych gamach kolorystycznych. Te ptaki są intrygujące i ciekawe, zaskakujące i urokliwe. Niektóre – wydały mi się – jakby były projektami witraży, te zwłaszcza mocne w kolorze i zróżnicowanych światłocieniach. A oprócz ciekawych obrazów zrealizowała kilka interesujących form ceramicznych, przypominających duże naczynia ozdobne.

I pozostańmy jeszcze w kręgu malarstwa, a jest tych artystów sporo. trzeba tu koniecznie wymienić i wyróżnić cztery duże obrazy Leszka Warmbiera namalowane z dużym rozmachem, „mięsiście” i z pasją. Te obrazy zatytułowane: „Powietrze”, „Poranne mgły”, są ciekawe i zniewalające, a przy tym wzbudzają refleksje u widza, bo są wieloznaczne. Umberto Eco twierdził, że każde dobre dzieło sztuki jest otwarte. I te obrazy Leszka są tego przykładem, bo wciąż możemy im zadawać inne pytania. Są malowane w konwencji abstrakcji aluzyjnej.

I mamy dalej dwa obrazy Małgorzaty Mazur, malowane w innej konwencji, w konwencji realizmu potocznego. Małgorzata przedstawiła na nich krzaki róż różowych, które rosną przed pałacem w Skłudzewie, i trawy z kwitnącym krwawnikiem. Widać w tych obrazach ogromną wrażliwość kolorystyczną ich autorki i sprawność malarską. Są to obrazy wielce sympatyczne dla oka.

Odmienne realizacje przedstawił Andrzej Szewczyk. Trzy niewielkich formatów obrazy. Trzy ciepłe kompozycje, emanujące swoja ciszą i nastrojem, malowane szpachlą z wyraźną fakturą i rytmiką. Widać w nich ogromną wrażliwość kolorystyczna i wyczucie rytmu. Maluje fragmenty, szczegóły, ale w metaforycznym i symbolicznym znaczeniu.

A Bogusław Ziółkowski dał na wystawę dwa pejzaże z drzewami, mocno malowane, z rozmachem i bardzo kolorowe. Widać w nich ostre podziały płaszczyzn i kontrasty. A oprócz obrazów zaprezentował dwie prace, zatytułowane: „Impresje fotograficzne”,ciekawe zestawienia fragmentów skłudzewskiej przestrzeni i dzieł sztuki. Interesujace i sugestywne są w tych impresjach zamieszczone ptaki, pełne swoistej metaforyki i symboliki.

I dorobku młodego malarza, Sławomira Warmbiera, który namalował dwa obrazy, zatytułowane: „Dzień pierwszy”, „Dzień ostatni”. To kompozycje malowane w konwencji abstrakcji aluzyjnej. I trochę żal, że nie są trochę bardziej zwarte te kształty, plamy i linie.

I trzeba nadmienić, że piszący ten tekst, też zaprezentował dwa duże obrazy, zatytułowane „Ognisko w Skłudzewie” i ” W Skłudzewie – sen”.  Pierwszy obraz to wizja symboliczna i pewna metafora ogniska – swoistej integracji i porozumienia artystów i widzów.  A ognisko jest zawsze organizowane po końcowej wystawie każdego pleneru. Druga kompozycja to taka osobista impresja klimatu i wizji przestrzeni w Skłudzewie.

Z prac graficznych na szczególną uwagę zasługują dokonania Danuty Sowińskiej – Warmbier. Zrealizowała nie tylko wiele prac, ale też w dużych formatach i z dużymi wartościami artystycznymi. Artystka preferuje wizje struktury organiczne, gdzie ważne są drzewa, gałęzie, liście, sploty traw, przestrzeń i rytmy. Ale to wszystko, to swoiste metafory i symbole trwania i przemijania, życia i umierania. Wyróżniam te prace, bo mają w sobie coś tajemniczego, coś z filozofii życia i tej przestrzeni skłudzewskiej.

A następne grafiki to rysunki autorstwa – Wojciecha Maciejwskiego, pełne surrelistycznej ekspresji i tajemniczych, aluzyjnych odwołań. Te jego wspaniałe „Wyspy” wywołują wiele refleksji i pytań. Ta swoista filozofia egzystencji i zarazem artystyczna wizja, tyle realna, co i fantastyczna, wirtualna. Ciekawe, ciekawe te wyspy i niepowtarzalny rysunek.

I mamy prace Elżbiety John – Józefowicz. Elzbieta w płytkach z pleksiglasu wykonała suchą igłą swoje grafiki. Są w nich sploty wstęg, kłębki i wijące się linie. Jest przestrzeń i rytmy. Są metaforyczne i symboliczne przesłania: przemijania i nieustannych zmian w życiu. Są nadzieje, marzenia.

I mąż Elżbiety – Maciej Józefowicz zaprezentował akwafortę, prace małych rozmiarów. Ich tytuły to: „Karcz”, ” Stos” , „Młyn”. To takie niemal realistyczne motywy, ale jest w nich coś z tajemnicy istnienia, coś z przenośni i odkrywanych odniesień. Te fragmenty rzeczywistości, niepozorne a jednak istotne i ważne.

I mamy suchoryt Zbigniewa Ogielskiego, jak zawsze intrygujący i dowcipny, z wielką intelektualną wrażliwością i filozoficzną zadumą. I nieustannie ta surrealistyczna, nadrealna atmosfera jego grafik.

Natomiast rzeźby, znów rodzą inne, niepowtarzalne odczucia, swoiste reakcje i refleksje. Na plan pierwszy chyba trzeba wysunąć rzeźby w drewnie Mieczysława Gogoli. Jego „św. Piotr” duża rzeźba – powieszona na czas wernisażu przed kaplicą,  nie tylko wzbudza zainteresowania widzów, ale tez epatuje dosłownością, szczegółami i swoją urodą. A jego „Panna Skłudzewska” urzeka dystyngowaną postawą i wdziękiem, choć to kameralna postać, niewielkich rozmiarów.

A rzeźby w drewnie Krzysztofa Mazura to całe misterium wielkich dokonań i zadziwiających twórczych zmagań. są jakby niedokończone, ale ekspresyjne i wciągające widza w orbitę artystycznych wartości, w swoją bogatą formę i w swoje semantyczne przesłanie.

W parku leży ciężki kamień,  „Spadek” – Stanisława Gierady – metafora i symbol. Ten duży głaz jest jakby rozpruty i na tym rozpruciu założony suwak, a tam widać monety i monety – swoisty spadek, skarbonka. Ciężki to spadek, jak ciężki jest kamień.

W parku pałacowym Waldemar Rudyk zrobił instalację. Na zleżałym pniu umieścił swojego „Kramarza”, który siedzi zmontowany z gałęzi łączonych gwoźdźmi i drutem stalowym. Nawiązuje tu do swoich wcześniej zmontowanego „Pegaza”, „Ptasznika” , „Ptaków” i „Burzy”,które powstały na wcześniejszych plenerach. Znów symbol i metafora.

Tyle jest nazwisk, tylu jest artystów na tym plenerze i dzięki wielkie gospodarzom oraz sponsorom,  że zaistniał ten wspaniały i tak płodny plener.Oby ich było więcej w następnych latach.

dr Tadeusz Marciniak.