VII OPP "Przestrzeń Przyrody-Skłudzewo 2009"

00

PRZESTRZEŃ PRZYRODY- SKŁUDZEWO 2009

     W drugiej połowie sierpnia 2009 odbył się w Skłudzewie VII Plener ProfesjonalistówPrzestrzeń Przyrody – Skłudzewo 2009”, organizowany przez tamtejszą Fundację Piękniejszego Świata. Jej siedziba mieści się w XIX wiecznym pałacu, na niewielkim wzniesieniu, z bardzo pięknymi krajobrazami rozciągającymi się w pradolinie Wisły. Pałac otoczony jest parkiem z kilkudziesięcioma gatunkami drzew i krzewów, w tym z pomnikowymi okazami platanów i dębów. Piękno przyrody potrafi uwodzić, szczególnie plastyków, którzy w kontakcie z naturą czerpią inspiracje do swojej twórczości.

 Fundacja Piękniejszego Świata istnieje od 1989 roku. Jej współfundatorami i gospodarzami jest małżeństwo artystów plastyków Danuta Sowińska – Warmbier i Leszek Warmbier.  Od samego początku działalności Fundacji organizowane są w Skłudzewie plastyczne zajęcia warsztatowe dla dzieci i młodzieży z różnego typu szkół i placówek edukacyjno – wychowawczych z całego regionu, najwięcej z Torunia, Bydgoszczy i okolic. Wielu z ich uczestników to aktualni i byli studenci Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Dzięki dwudziestoletniemu doświadczeniu w zakresie pracy z młodymi adeptami sztuki i sierpniowym plenerom profesjonalistów,  spotykają się, w tej malowniczo położonej wsi, dwa światy artystycznych wizji. Powstają one na bazie różnych doświadczeń, jedno jest wszakże źródło – kontekst miejsca, z którego czerpane są artystyczne bodźce. W pracowniach plastycznych i w plenerze wyraźnie widoczna jest obecność dziecięcej i młodzieńczej twórczości. W wielu miejscach widnieją, ustawione na półkach i parapetach, rzeźby i gliniane naczynia, wiszą na ścianach prace malarskie, rysunki. W parku między pniami drzew krzyżują się pajęczyny sznurków, kolorowych nici i włóczek. W tę przestrzeń, w bardzo harmonijny sposób wpisują się dzieła zawodowców. Wszyscy uczestnicy Plenerów Profesjonalistów wzbogacają kolekcję sztuki gromadzoną w skłudzewskiej Fundacji. Zjawisko to ma, wręcz trudną do przecenienia, edukacyjno – metodyczną pomoc podczas prowadzenia zajęć warsztatowych z dziećmi i młodzieżą. Poszczególne dzieła z tej kolekcji pokazywane są i analizowane, aby młodzi artyści, przy okazji swoich twórczych zmagań, mogli konfrontować  swoje widzenie świata  z  jego postrzeganiem z innej perspektywy – perspektywy artystów plastyków.

      O każdej porze roku, a szczególnie w okresie letnim, w Skłudzewie są wymarzone warunki do pracy. Nie tylko z uwagi na atuty krajobrazowe, ale na przestronne pracownie plastyczne i gościnność gospodarzy ośrodka. Nie dziwi więc fakt, iż artyści przyjeżdżają tam bardzo chętnie. Danuta i Leszek Warmbierowie zapraszają twórców, którzy na co dzień, oprócz własnej pracy, zajmują się edukacją, na różnych szczeblach. Są to więc nauczyciele, od szkół podstawowych do wyższych uczelni plastycznych oraz instruktorzy pracujący w domach kultury i innych placówkach kulturalno – oświatowych. Jest to bardzo mądra formuła, pozwalająca nie tylko na pracę własną, ale i na wymianę doświadczeń zawodowych oraz na pogłębianie starych i nawiązywanie nowych znajomości. Zgoła innych dla wielu uczestników skłudzewskich spotkań, pracujących wszakże na różnych szczeblach edukacji plastycznej. W tegorocznej edycji pleneru, oprócz gospodarzy, udział wzięło dwunastu artystów z całej Polski:  Elżbieta i Maciej Józefowiczowie z Grudziądza, Kazimiera Frymark – Błaszczyk i Adriana Zych z Łodzi, Stanisław Gierada i Zbigniew Blekiewicz z Gdańska, Grażyna Borowik-Pieniek i Aleksander Pieniek z Krakowa, Andrzej Szewczyk z Bochni oraz Czesława Gucz, Anna Kola i Marian Stępak z Torunia oraz dwoje studentów Wydziału Sztuk Pięknych UMK– wolontariuszy Fundacji -Paulina Jarosz i Krzysztof Warmbier. Z wymienionych powyżej osób sześcioro to nauczyciele akademiccy z polskich uczelni artystycznych, pozostali zatrudnienie są w szkolnictwie publicznym, domach kultury oraz innych placówkach kulturalno-oświatowych.

     Na wystawie poplenerowej, która odbyła się w przestronnej galerii, w jednym z przypałacowych budynków, zaprezentowanych zostało kilkadziesiąt dzieł. Dorobek pleneru okazał się bardzo zróżnicowany, nie tylko za sprawą zastosowania przez artystów różnych technik i użycie rozmaitych materiałów. Uderzającym jest fakt, że wszyscy uczestnicy w bardzo indywidualny sposób rozwiązywali problemy warsztatu plastycznego. Od drobiazgowo traktowanych form krajobrazu, aczkolwiek z dużym wyrafinowaniem w zakresie poszukiwania syntezy linearnej i waloru w grafikach, do swobodnego traktowania gestu malarskiego w obrazach i tkaninach po obiekty przestrzenne.

      W Plenerze Profesjonalistów, udział wzięły dwie wybitne artystki zajmujące się szeroko pojmowaną tkaniną: Kazimiera Frymark – Błaszczyk i już po raz kolejny Adriana Zych. Pierwsza z nich jest nestorką polskiej szkoły tkaniny unikatowej, ale z powodzeniem zajmuje się również instalacjami przestrzennymi tworzonymi we wnętrzach galerii i w przestrzeniach otwartych, a także miniaturą tkacką oraz kompozycjami z papieru ręcznie czerpanego. Artystka ma w dorobku wiele wystaw i dzieł w zbiorach muzealnych w kraju i na świecie.

Jest współtwórcą polskiej szkoły tkaniny, o jej roli pisała w 1985 roku Magdalena Abakanowicz: „Kazimiera Frymark-Błaszczyk uczestniczyła w tych poszukiwaniach nowych środków wyrazu. Pamięta się jej prace dzięki solidnej budowie kompozycyjnej, pięknej kolorystyce. Wyróżnia się umiejętnością wykorzystania materii tkackiej, jej splotu. Stale poszukuje nowych form wyrazu, od tkanin mieszanych aż do zadziwiających dziewiarskich form. Tym ostatnim należy poświęcić szczególną uwagę. Są one unikalnym zjawiskiem na tere­nie polskiego tkactwa artystycznego, wprowadzonym przez Kazimierę Frymark-Błaszczyk. Odkrywa ona wartości dziewiarstwa jako techniki pozwalającej na przekaz treści emocjonalnych i budowę kompozycji kolorystycznie i fakturowo złożonych i swobodnych, jak gobelin.” (Źródło: Internet) Kazimiera Frymark – Błaszczyk zaprezentowała na wystawie gobelin i kompozycję z sizalu oraz kilka małych, utrzymanych w monochromatycznych bielach, obiektów nawiązujących linearnością do form biologicznych. Miniatury w twórczości artystki zajmują miejsce szczególne, wykonuje je z przeróżnych materiałów: papieru, metalu, szkła, tkanin, wyrobów pasmanteryjnych, nici, sznurków, elementów naturalnych – muszli, strąków fasoli, piór. Podobnie, jak w wielkich obiektach instalacyjnych, jej miniatury kuszą swoim powabem, nie tylko z racji zestawianych ze sobą materii, ale przede wszystkim dzięki kolorystyce.

Adriana Zych w swojej twórczości najczęściej posługuje się tkaniną. Są to batiki, malarstwo na jedwabiu oraz na papierach ręcznie wyrabianych z naturalnych włókien. Jest artystką poszukującą różnych form wyrazu w zakresie identyfikacji człowieka z różnymi znakami. W nader szczególny sposób interesuje się twarzą, którą próbuje zakodować w charakterystyczny dla niej układ i splot linii oraz plam barwnych. Są to układy proste, rzec można nawet,  powtarzające się. Jednak w tym powierzchownym podobieństwie doszukiwać się należy niezwykłego bogactwa. Zarówno w wyszukanej linearności, jak i zestawieniach kolorystycznych. Jestem przekonany, że artystka programowo krąży wokół, pozornie podobnych układów, ale dzięki temu dociera do warstw, w których zapisana jest głębia istoty ludzkiej. Niespotykana odrębność stylistyczna i prostota cechująca dzieła Adriany Zych podsuwa mi tezę, iż decydującym dla jej artystycznych wyborów miał jej kilkuletni pobyt w Meksyku, gdzie zetknęła się z kulturą Azteków. Z drugiej zaś strony nagromadzenie linii, częstokroć w układach równoległych do siebie, podpowiadają, iż są to jak najbardziej współczesne kody kreskowe. Na plenerze w Skłudzewie artystka namalowała trzy duże batiki z twarzami ludzkimi, wyeksponowane w przestrzeni tak, by pokazać świetlistość i transparentność koloru. Artystka w 2002 roku o swojej twórczości pisała, iż na początku jej drogi twórczej zainteresowana była głównie kompozycją plastyczną – szukaniem przestrzeni, formy, faktury i koloru. W dalszej kolejności podjęła problematykę związaną z tematyką i celem swoich dzieł. Pierwszy etap jej twórczości, to przestrzeń z zastosowaniem wielowarstwowości i przezroczystości. Później, w trakcie wielu warsztatów i plenerów, spojrzała na przestrzeń w aspekcie otoczenia, w którym jej dzieła powstały. „Stworzyłam, więc tkaniny lub raczej kompozycje, których oparciem w płaszczyźnie, zamiast wątku i osnowy, stała się ziemia. Przy komponowaniu moich naziemnych, miękkich obrazów zawsze brałam pod uwagę elementy znajdujące się wokół oraz naturalne warunki i charakter podłoża, jakimi są m.in.: kolor i faktura.” (Źródło: Internet) Do tego należy dodać linię, która otworzyła u artystki początek kolejnym cyklom prac. „Te powstawały pod wpływem obserwacji natury, pejzażu, nieba, struktury ziemi oraz prymitywnych rysunków naskalnych”. (op. cit.) Później Adriana Zych pisze, iż w jej twórczości „ważniejszy stał się człowiek, jego droga przez życie, strach przed złem i cierpieniem.” (op. cit.) Tutaj należy podkreślić, że oprócz linii, wielkie znaczenie w twórczości artystki odgrywa kolor. „To właśnie z powodu koloru zajęłam się malarstwem na tkaninie, a następnie batikiem na jedwabiu. Zarówno technika, jak też użyty materiał – jedwab, dają wspaniałe możliwości kolorystyczne, sprawiają, że barwy stają się świetliste i nasycone.” (op. cit.)

     Elżbieta John-Józefowicz i Maciej Józefowicz – artystyczne małżeństwo z Grudziądza zajmują się grafiką, techniką akwaforty i suchej igły. Tym technikom poświęcają całe swoje życie, nie tylko artystyczne, ale również zawodowe. Są instruktorami, ściśle współpracującymi z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury w Toruniu. W szkołach i placówkach kultury prowadzą zajęcia warsztatowe z grafiki, najczęściej w małych ośrodkach. Wydaje się, że głównie z tego powodu bardzo chętnie przyjeżdżają na plenery do Skłudzewa, myślę, iż z powodu ich refleksyjnej natury. Podstawowym bodźcem przyciągającym jest zapewne spokój i piękno tamtejszych krajobrazów. Twórczość Elżbiety John-Józefowicz posiada znamiona symbolizmu, niejednokrotnie można znaleźć powinowactwa z surrealizmem. Częstym motywem są, przesycone biało-czarnymi kontrastami, ujęte w linearnej formie, akty kobiece w otoczeniu konarów drzew. W podobnym klimacie utrzymane są prace w technice akwaforty, które artystka stworzyła w trakcie tegorocznego pleneru. Wśród nich wymienić należy: portret kobiety wyłaniający się zza linearnej kurtyny roślinności i motyli oraz sylwetowo ujęta postać, również kobieca, w zwiewnych szatach umieszczona w jajowatej ramie, zbudowanej z plątaniny konarów drzew, z dołu zaś zamkniętej ciemną płaszczyzną, przeoraną meandrami korzeni.

Grafiki Macieja  Józefowicza są inne w swoim zewnętrznym powabie, przede wszystkim za sprawą  miękkiej kreski oraz chętnie używanej sepii i zieleni, dla nadania bohaterom swoich grafik odpowiedniej patyny czasu. Jako romantyk sięga w swojej twórczości po tematy z najbliższego otoczenia: zabytki architektury, często chylące się ku upadkowi, stare drzewa i sprzęty pamiętające czasy dziadów i pradziadów. Podczas pracy na Plenerze Profesjonalistów uwiecznił starą dorożkę, przycupniętą pod wiatą przy jednym ze skłudzewskich budynków. Druga z grafik, to mur z sugestywnie przedstawionymi mchami i porostami, z półkolistym oknem, przez które wygląda plątanina gałęzi. Na trzeciej z prac artysta uwiecznił fragment starej drewutni z rytmami pionowych desek.

      Małżeństwo Grażyna Borowik-Pieniek i Aleksander Pieniek, absolwenci krakowskiej ASP w pracowni malarstwa prof. Adama Marczyńskiego, zaprezentowało kilka bardzo interesujących kompozycji. Grażyna Borowik-Pieniek zajmuje się malarstwem, rysunkiem,

projektowaniem graficznym, fotografią, instalacjami oraz performance. Tutaj warto przypomnieć akcję artystki, którą przeprowadziła w Korei Południowej. Był to performance „Wieża Babel” w trakcie, którego przeczytała treść swojego wiersza po polsku, a uczestniczący w nim widzowie – artyści z kilku kontynentów „zapisywali we własnych językach na pięciu rozległych formatowo białych tkaninach utrwaloną w pamięci warstwę brzmieniową. Tak skonstruowana lingwistyczna Wieża Babel uległa następnie dekonstrukcji, gdy jej pomysłodawczyni zanurzyła zapisane gęsto tkaniny w wodzie.” (Marek Karwala, źródło: Internet)  Ja pamiętam bardzo piękny performance artystki wykonany przed dziesięcioma laty w Galerii Działań w Warszawie. W malarstwie i grafice chętnie posługuje się techniką kolażu, takie też kompozycje zaprezentowała na wystawie w Skłudzewie.

Aleksander Pieniek jest artystą wszechstronnym, zajmuje się nie tylko malarstwem i rysunkiem, ale również grafiką użytkową i aranżacjami przestrzennymi. Swoje kompozycje malarskie najczęściej umieszcza w kole. „Wydaje się, że twórca przywołuje i ożywia starą symbolikę koła. Jak wiadomo uchodziło ono zawsze za figurę doskonałą, w której wszystkie punkty były jednakowo oddalone od centrum. Ponieważ nie posiada początku i końca, odczytywano je z dawien dawna za obraz wiecznego trwania i nieustannego, kolistego ruchu kosmosu. Figura ta jest wyrazem najwyższego prawa przyrody panującego nad wszelkim istnieniem i tym samym znakiem nieśmiertelności.” (Marek Karwala, źródło: Internet) Na wystawie poplenerowej artysta zaprezentował niewielkich rozmiarów obrazy, również umieszczone w kole. Mimo niezbyt dużych rozmiarów, w obrazach charakterystyczny jest szeroki gest plamy barwnej. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, iż czytelne są echa dawnej fascynacji Aleksandra Pieńka sztuką popartu.

      Zbigniew Blekiewicz jest malarzem, który potrafi wprowadzić widza w świat swoich artystycznych wizji wypełnionych łagodnością form. Oglądając te piękne  obrazy odnoszę wrażenie ciągłego zapraszania do tajemniczego ogrodu sztuki, który obfituje w bogactwo kolorów, z tym tylko, że jest ono zdominowane miękkością i szlachetnością ich tonacji. Płótna Blekeiwicza są swoistego rodzaju dywanami, obfitującymi w drobne plamki barw, poprzedzielane abstrakcyjnymi podziałami, również mieniącymi się taką samą obfitością koloru. Mimo tego bogactwa, wydawałoby się, iż zbyt wielkiego natłoku informacji, malarstwo artysty jest niezwykle uporządkowane. Głównie za sprawą ujmująco prostych układów, wzajemnie podporządkowanych sobie form, które nadają pracom nie tylko porządek, ale i subtelne wyciszenie. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że twórczość Blekiewicza posiadać może pierwiastki terapeutyczne, czyli takie, które u widza powodują wyciszenie i bezpieczeństwo. W czasach współczesnych, kiedy świat ogarnięty jest konfliktami, agresją i nadmiernym pośpiechem, kontakt z twórczością artysty może być przyczynkiem do zapomnienia o problemach dnia codziennego.

      Andrzej Szewczyk, to artysta malarz, który uwielbia szeroki gest malarski i grubo kładzioną farbę. Jego dwa obrazy bardzo dobrze dopełniały się w swojej kolorystyce. Jeden z nich żółto – gorący z delikatnymi błękitnymi dominantami. Drugi zimno – niebieski ze śladowo pulsującymi drobinkami czerwieni. Wszystko spowite w abstrakcyjne kształty, z daleko odzywającymi się odwołaniami do otwartej przestrzeni krajobrazu.

      Trzech następnych artystów, obecnych na plenerze w Słudzewie, zaliczyć należy do reprezentantów rzeźby. Stanisław Gierada jest wybitnym polskim rzeźbiarzem, twórcą

pomników: Ofiar Grudnia 1970 w Gdyni i Ku Czci Polaków Pomordowanych na Syberii oraz mniejszych rzeźb pomnikowych, sakralnych, kameralnych, ogrodowych, a także prac zakresie zakresu medalierstwa, fotografii i rysunku. Podczas pleneru wykonał wielki obiekt na bazie metalowego koła, bodajże od siewnika lub grabiarki. Po zewnętrznej krawędzi koła artysta umieścił dwie  nagie postacie płci przeciwnej „podążające” za sobą, niczym na orbicie planety. W bardzo piękny, prosty, a zarazem symboliczny sposób została uzewnętrzniona prawda o tym, że ludzie podążając za sobą, próbują nawiązać ze sobą kontakty. Rozmaitego rodzaju. Poza tym wiadomo też, iż wielokrotnie trudne są do osiągnięcia lub popadają w niwecz upragnione cele i marzenia. Obiekt Gierady, zawieszony pod stropem przestronnej galerii, stawał się momentami swoistego rodzaju mobilem. Takowe skojarzenia nasuwać się mogły z powodu użytego koła, z racji swojej okrągłości, ale przede wszystkim dzięki umieszczeniu pracy na linie. Za sprawą każdego dotyku lub ruchów powietrza, obiekt poruszał się wokół swojej wertykalnej osi. Z wrażeniem mobilności można było też mieć do czynienia dzięki umieszczeniu postaci na zewnętrznej części okręgu, a wrażenie to podkreślają wielkich rozmiarów szprychy łączące środek koła z obręczą.

 Czesława Gucz, zajmująca się rzeźbą i konserwacją zabytków, podczas pleneru wykonała uproszczoną rzeźbę postaci ludzkiej, zestaw glinianych naczyń – łezek oraz ulotnego „motyla” zamkniętego w drewniane ramy. Postać ludzka wykonana została na bazie drewnianego pnia z wyciosaną głową i fragmentem gałęzi, jako podniesionej ku górze ręki, a raczej zespolonych ze sobą obu rak. Kierunek odgałęzienia konaru jako dynamicznej przekątnej i wodzący za nim wzrok, śladowo zaznaczony na półkolistej głowie, są na tyle  wymowne, iż jednoznacznie nasuwają skojarzenia związane z modlitwą lub błaganiem o pomoc. Mniej oczywista w odbiorze jest druga praca artystki – wieloelementowa kompozycja p.t. „Ławica”. Formy wklęsłe, podobne do pękatych liści, łezek, może wymyślnych popielniczek, z racji powtarzających się wgłębień, charakterystycznych do tego typu przedmiotów. Dzięki artystycznej syntezie nie narzucają się dosłowne skojarzenia, ale poprzez tytuł pracy artystka bodajże chce zasugerować, iż odbiorca powinien doszukiwać się powinowactw z przemykającą w tafli wody ławicą ryb. Szkoda, że obiekt ten, do ustawiania w poziomie, nie został wyposażony w adekwatną do zestawu glinianych obiektów płaszczyznę – podstawę wieńczącą dzieło.

      Anna Kola, którą ostrożnie zaliczam tutaj do grona reprezentantów rzeźby, jest artystką zajmującą się przede wszystkim fotografią, witrażem i szeroko rozumianą twórczością w zakresie szkła. Na wystawę poplenerową wykonała dwa obiekty zbudowane z drobnych elementów wielobarwnych szkieł, zawieszonych wertykalnie na obręczach. Są to swoistego rodzaju mobile, bowiem skrawki szkła, umieszczane na żyłkach łatwo poddają się ruchom powietrza. Obydwa obiekty są niezwykle dekoracyjne i taka chyba idea przyświecała artystce podczas ich projektowania i realizacji. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że brakuje w nich jedynie źródła światła, umocowanego w środku obręczy, aby spełniały nie tylko dekoracyjną, ale i użytkową funkcję.
Twórcy pleneru i gospodarze ośrodka, mimo bardzo licznych obowiązków administracyjno – dozorujących, wykonali pokaźny zestaw dzieł.  Danuta Sowińska –

Warmbier od wielu lat pracuje w swojej własnej technice eksperymentalnej wykonując grafiki czarno- białe, z wieloma odcieniami szarości, dzięki zagęszczaniu i rozrzedzaniu kreski oraz lekkich plam waloru. Są to dużych rozmiarów prace, które urzekają niezwykłą wręcz drobiazgowością elementów, czerpanych z kontaktu z przyrodą za sprawą codziennego i namacalnego z nią kontaktu. Artystka ponad wszystko uwielbiająca kwiaty, w swojej twórczości oddaje wielkie uwielbienie do natury. Jednak to jej zauroczenie jest filtrowane przez zmysł ucieczki od szczegółów, mimo, wspomnianej wcześniej, drobiazgowości. Rozdrobnienie form i natłok różnorodnych linii w piękny sposób oddają bogactwo natury, która przez pryzmat artystycznej syntezy stwarza możliwości różnorakich skojarzeń, dzięki ustawicznemu dążeniu do poszukiwania znaków, bliskich abstrakcyjnemu postrzeganiu. Jej prace „mają w sobie coś z charyzmy i misteryjnego zaśpiewu. Są to prace pełne pytań i sugestii.”

Twórczość malarska Leszka Warmbiera jest zgoła inna, przede wszystkim z racji eksplozji kolorów i farby grubo kładzionej na płótnach. Jednak tutaj również ujmujące jest dążenie do maksymalnego poszukiwania abstrakcyjnych znaków, które kodują spostrzeżenia notowane w naturze. Większość plam barwnych na płótnach artysty zamykanych jest w nieregularne i miękkie figury geometryczne. Leszek Warmbier jest ciągłym podróżnikiem po rozległych, przypałacowych krajobrazach. Tam szuka spokoju, odpoczynku, tam rodzą się jego artystyczne wizje. Mimo, że olejne kompozycje artysty są malowane szerokimi pociągnięciami pędzla, uderza w nich kolorystyczna harmonia. Podkreślić tutaj jednak trzeba, iż poszczególne obrazy mają charakterystyczne dla siebie gamy barwne, napięcia kontrastów linii, faktur i niepowtarzalną przestrzeń.

      Bardzo ciekawie zaprezentowało się dwoje studentów biorących udział w plenerze. Paulina Jarosz wykonała dyptyk składający się z dwóch czarno-białych, wielkoformatowych rysunków. Są na nich przedstawione popiersia dwóch nagich postaci, rysowane bardzo śmiało z użyciem kilku technik. Portrety ujęte w panoramiczny jeden obraz, zwracają na siebie uwagę dzięki ekspresyjności formy i dynamice póz. Wizerunki, jakby podążające za sobą, przedzielone są geometrycznymi cząstkami zniekształconych kwadratów, niby fraktali

dryfujących we wszechświecie. Całość kompozycji zamknięta została, z lewej i prawej strony, bardzo wymownymi i przejmującymi czerniami.

Krzysztof Warmbier, w trakcie pleneru jeszcze student V roku UMK, na kierunku Edukacja Artystyczna. Od wielu lat interesuje się odnawianiem i składaniem starych samochodów. Pasja ta miała zdecydowanie największy wpływ na zainteresowanie się blachą, jako materiałem do budowy swoich obrazów. Na plenerze zrealizował cykl kilku dużych rozmiarów półprzestrzennych obiektów. Kształty modelowane z blachy swoją formą nawiązują do  fragmentów rzeczywistości czerpanych z pejzażu. Najczęściej do drzew z ciężkimi pniami i rozbudowanymi konarami. Z czasem poszukiwania te zwieńczone zostały uzyskaniem ascetycznej syntezy, do tego stopnia, że w ostatnich pracach już mało czytelne jest bezpośrednie nawiązanie do przyrody. Szczególnie piękne są te obrazy, w których dominuje lapidarność formy linearnej oraz szlachetne, wzajemne dopełnianie się matowych i błyszczących fragmentów płaszczyzn blachy.

      Moim udziałem w wystawie poplenerowej stało się kilka kompozycji, które wpisują się w wieloletnie zainteresowania związane z zastosowaniem przeze mnie używanych tkanin w obiektach przestrzennych i obrazach, do których niejednokrotnie dodaję plamy jaskrawego koloru.

  prof. Marian Stępak